27 grudnia 2012

Rozdział 19



„Korzeń”




Przyznam szczerze, Namito mnie zaskoczył. Niby podczas drogi do Konohy rozmawialiśmy na ten temat, ale nie sądziłem że się uda. Myślałem raczej o tym, czy nie zdawać jakiegoś specjalnego testu czy czegoś w tym stylu. Nawet przez chwilę w mojej głowie nie zrodziła się wizja wzięcia udziału w oficjalnym egzaminie.
Po pierwsze mam już siedemnaście lat, a po drugie było już za późno. Przynajmniej tak mi się zdawało.
Jak widać dla człowieka stojącego przede mną nie ma rzeczy, których nie dałoby się załatwić.
Tak właściwie, to Namikaze przez dłuższą chwilę patrzył się na mnie jak na wariata…

Nar – O co chodzi? – spytałem, nie odrywając wzroku od tekstu.
Nam – O nic… po prostu zaskoczyła mnie twoja reakcja… - odpowiedział tak, jakby nie był pewien mojego zdania na ten temat.
Nar – Niby czemu? – drążyłem dalej.
Nam – Widzisz, w twoim wieku, i na twoim poziomie umiejętności to chyba trochę nie wypada mieć rangę Genina prawda? Myślałem, że jak tylko wrócimy będziesz starał się o awans czy coś… a ty nawet o tym nie wspomniałeś! – odpowiedział wyczerpująco.

W sumie, to miał racje. Wciąż jestem Geninem…

Nam – Zresztą z tego co wiem – kontynuował – wszyscy twoi znajomi są już Chūninami, a niektórzy nawet Jōninami…
Nar – Serio…? No to nie pozostaje mi nic innego jak ten stan rzeczy zmienić prawda?! – zapytałem radośnie.
Nam – Co masz na myśli…? – odrzekł cicho blondyn
Nar – Zdam ten cały egzamin z palcem w nosie!! – odpowiedziałem dumnie, podszedłem do senseia, i wręczyłem mu zwój.

Następnie skierowałem swoje kroki ku pierwszemu piętru, jednak coś mnie zatrzymało… czysta ciekawość.


Nar – A tak w ogóle… jak udało ci się przekonać do tego Tsunade? – odwróciłem się do niego z założonymi rękami i chytrym uśmiechem na twarzy.
Nam – Naprawdę chcesz wiedzieć?
Nar – Oczywiście!
Nam – Zostałem egzaminatorem trzeciego etapu... – odpowiedział dość smutno.
Nar – To znaczy, że…
Nam – Będę sędziował walki finałowe! – teraz brzmiał trochę weselej, a na jego twarzy pojawił się upiorny uśmiech.
Nar – Skoro tak… będziesz w najlepszym miejscu do oglądania! – zawołałem radośnie i ruszyłem schodami do góry – Inni będą ci tylko zazdrościć… - powiedziałem jeszcze na odchodnym.


******


Nam – Taa… szkoda, że nie znasz całej prawdy… - szepnąłem sam do siebie.

Jakiś czas wcześniej – gabinet Tsunade

Tsu – Zgodzę się… ale mam pewne warunki! – orzekła pewnie blondynka.
Nam – Zamieniam się w słuch…
Tsu – Zostaniesz egzaminatorem ostatniego etapu! – zaczęła mówić – Dzięki tobie prawdopodobnie nikt tam nie zginie…
Nam – Bułka z masłem… - przerwałem.
Tsu – Oraz…! – słysząc ten wyraz zamarłem. Wiem do czego ona jest zdolna, jeśli chodzi o jakieś przysługi – Przez tydzień, zaczynając od jutra, będziesz nauczycielem najmłodszej klasy w Akadamii!
Nam – Co?! To jest nie do przy… - urwałem, bo zdałem sobie sprawę, co tak naprawdę Piąta do mnie powiedziała – To znaczy…
Tsu – Taak? – zapytała chytrze
Nam – Chciałem powiedzieć, że jeśli to już wszystko, to ja będę znikał! Naruto na mnie czeka! – wytłumaczyłem się pierwszą lepszą wymówką, ale nie była ona zbyt dobra.
Tsu – Mam nadzieję… łap i wynocha!! – krzyknęła i rzuciła mi zwój.

Delikatnie się ukłoniłem i zniknąłem w kłębie dymu.

Obecnie

Warunki postawione przez Tsunade nie były takie złe… bycie sędzią nie jest wcale takie złe, a tydzień z tymi dzieciakami może mnie i ich czegoś nauczyć.
Zresztą, mogło mi się trafić o wiele gorzej. Nie mam na co narzekać.
Spojrzałem na zegar. Dochodziła piętnasta… Tak wcześnie, a ja nie mam co robić. Naruto się zadomawia, więc nie pozostaje mi nic innego jak dokończyć rozdział książki… a później może mały wypad na ramen? Chłopak się ucieszy…


******


Tak jak przepuszczałem, nie udało mi się zapełnić połowy szafy. Przynajmniej skończyłem robotę…
Nie mając pomysłu co ze sobą zrobić, położyłem się na łóżku. Co jak co, ale było ono strasznie wygodne… aż nie chciałoby się z niego wstawać.
No ale cóż… kiedyś i może bym zasnął, lecz nie teraz. Trochę się zmieniłem jeśli o takie sprawy, i nie potrzebuje zbyt dużo snu aby zregenerować siły. Namito twierdzi, że taka cecha jest bardzo przydatna na długie misje. Tak się zastanawiam, skąd on to wszystko wie. Ero-sennin raczej do takich osób nie należał, a spędził z nim połowę swojego życia… chyba.
Rany… nawet nie wiem ile lat ma mój mistrz. Chociaż wydaje mi się, że jest w wieku Kakashiego. W końcu byli w jednej drużynie…
Nagle poczułem, że ktoś stoi w drzwiach mojego pokoju. Podniosłem powoli głowę, aby zobaczyć kto to. Widok Namikaze jakoś mnie nie zdziwił, w końcu mieszkamy po za murami Konohy, oraz jesteśmy tu sami. Swoiste miejsce odosobnienia… zaczyna mi się tu podobać.

Nam – Głodny? – zapytał z uśmiechem na twarzy.
Nar – A co…? – odpowiedziałem i ponownie położyłem się na łóżku.
Nam – Wiesz… mam zamiar wybrać się do Ichiraku…
Nar – Stawiasz? – przerwałem, i momentalnie znalazłem się na środku pomieszczenia
Nam – Niech stracę… ale nie więcej niż trzy miski! – zakomunikował i ruszył na dół.

Wiedziałem, że nie ma co się kłócić. I tak bym nie wygrał, a nawet mógłbym stracić to co już miałem. Zresztą nie jestem jakoś specjalnie głodny…
Może się przebrać? W końcu mam teraz tyle nowych ciuchów… a tam. Będzie inna okazja.
Podszedłem do szafki, na której położyłem swój ochraniacz. Wziąłem go i szybko zawiązałem na czole, po czym swoje kroki skierowałem w stronę wyjścia.
W drzwiach dostrzegłem Namito. Miał założoną zgniłozieloną kamizelkę z tą różnicą, że jej nie zapiął . Po co mu ona? Przecież nie idziemy w jakieś bardziej publiczne miejsce…

Nam – Jeśli zastanawiasz się – zaczął mówić otwierając drzwi – po co mi ta kamizelka, to przekonasz się nie długo.
Nar – Skąd ty… - nie mogłem wyjść ze zdziwienia.
Nam – Kilka rzeczy ze szkolenia ANBU jest naprawdę przydatnych… jeśli byś chciał Tsunade mogła by cię na takie wysłać… - oznajmił gdy wyszliśmy.

Nic już nie mówiłem. Ten człowiek jest niesamowity… Gdzie on się tego wszystkiego nauczył? Kiedy miał na to czas? Muszę się o nim więcej dowiedzieć! Nawet wiem już, kto jest wstanie mi pomóc…


Po dziesięciu minutach spaceru przekroczyliśmy mury Konohy. Swoje kroki od razu skierowaliśmy ku Ichiraku, lecz zauważyłem coś dziwnego.
Namikaze wyglądał jakby był czymś bardzo niezadowolony. Może przypadkowa osoba by tego nie zauważyła, ale blondyn bacznie wszystko obserwował. Czyżby kogoś szukał?
Przez to wszystko z czystej ciekawości sam zacząłem obserwować otoczenie. Nic nie zauważyłem…
Po kolejnych dziesięciu minutach siedzieliśmy wygodnie w barze.

Te – Słyszeliście co stało się w części handlowej Wioski? – spytał staruszek podając nam po misce ramenu
Nar – A o czym mieliśmy słyszeć? – podjąłem temat.
Te – Młody Konohamaru przebił się przez ściany dwóch budynków! Nikt nie wie jak to zrobił…!

Chciałem o coś spytać, ale przerwał mi Namito, który zaczął się niemiłosiernie krztusić. Szybko poklepałem go po plecach, co blondyn przyjął z dość dużą ulgą.

Nar – Wszystko w porządku?
Nam – Ta… Tak! Dzięki… - odpowiedział bardzo szybko, po czym wziął głęboki oddech.

Popatrzyłem na niego jeszcze przez chwilę, po czym wzruszyłem ramionami i wróciłem do jedzenia. Ciekawe jednak, co stało się młodemu Sarutobiemu…
Czekaj czekaj…

Nar – Staruszku! Czy miejsce zdarzenia nie znajdowało się obok tego dużego sklepu z ciuchami?! – zapytałem energicznie.
Te – Tak… a czemu pytasz?

Nie odpowiedziałem, tylko powoli przekręciłem głowę w stronę Namito. Po jego skroni spłynęła kropla potu. Wiedziałem, że to on za tym stoi.
Namikaze głośno przełknął ślinę…

Nar – Co ci do głowy strzeliło żeby posyłać biednego Genina do szpitala?! – krzyknąłem i wstałem z miejsca. Mój nauczyciel uczynił to samo.
Nam – Następnym razem naucz go jakiejś pożytecznej techniki!! – odpowiedział jeszcze głośniej, a na jego czole pojawiła pulsująca żyłka.
Nar – O czym ty mówisz?!
Nam – Oiroke no Jutsu?! I to na środku ulicy?!
Nar – Taki był powód zniszczenia nim dwóch domów?! Skoro tak… - chytrze zakończyłem i złożyłem dłonie w pół pieczęć – Harem…! - nie dokończyłem, gdyż zacząłem być duszony.
Nam – Nawet nie próbuj chłopcze! Staruszku! Proszę zapisać wszystko na mój rachunek! Dziś raczej już więcej nie zjemy! – orzekł i wyszedł ze mną na zewnątrz.
Te – Oh… No trudno!


Nadal byłem trzymany w dość silnym uścisku ramienia blondyna. Co jak co ale siłę to on ma…
Nagle poczułem, że zostałem puszczony. Szybko spojrzałem na Namito, ale ten nie był mną zainteresowany. Spoglądał za to na dach Ichiraku i pobliskiego wysokiego budynku.
Chciałem spytać o co chodzi, ale ten gestem ręki wskazał, abym był cicho, po czym powoli do mnie podszedł.

Nam – Zaraz wracam… - szepnął i zniknął.

Co on znowu wymyślił? Miałem nadzieję, że zaraz się przekonam…
Miałem rację. Przekonałem się. Z wyższego budynku nagle zostało zrzuconych dwóch ludzi, ubranych jak członkowie ANBU. Zaraz za nimi leciał Namito.
Dwaj Shinobi dość boleśnie uderzyli o ziemie, gdy natychmiast po tym wylądował na nich Namikaze. Następnie z nich zszedł i stanął metr koło nich.
Mając kilka pytań powoli do niego podszedłem.

Nar – Co to za jedni…? – zapytałem chłodno.
Nam – Członkowie Korzenia… gdzieś powinien być jeszcze trzeci, ale podejrzewam, że sam zaraz się ujawni! – powiedział to tak, jakby celowo chciał poinformować o tym tego, o którym mówił.


Po krótkiej chwili zza Ichiraku wyszedł jakiś chłopak.
Jego oczy i włosy były koloru czarnego. Co lepsze jego cera była strasznie blada…
Miał na sobie również czarną bluzę, która odsłaniała jego brzuch. Na plecach miał umieszczoną kaburę z Tantō  Dolna część jego garderoby to czarne spodnie Shinobi oraz czarne buty. Na czole zaś była zawiązana opaska ze znakiem Liścia. Rany ten gość chyba zakochał się w tym kolorze! Wszystko miał tego samego koloru!

Nam – A nie mówiłem… - szepnął w moją stronę sensei.
Sai – Pan Danzō ostrzegał nas, że jesteś bardzo ostrożny Panie Namikaze. Mimo, że zachowaliśmy wszystkie środki ostrożności, wiedział Pan o nas od samego początku prawda?
Nam – Co ty nie powiesz? Tak beznadziejnych prób szpiegowania nie widziałem od bardzo dawna… - odpowiedział chłodno.
Sai – Tak twierdzisz…? – kontynuował nie okazując żadnych emocji czarnowłosy.
Nam – Ilu ich jest Naruto? – zapytał mnie ignorując swojego wcześniejszego rozmówce.
Nar – Dziesięciu dookoła nas, nie licząc tych trzech… - odpowiedziałem ze spokojem i przyjąłem pozycję obronną.

Na twarzy chłopaka przez chwile można było dostrzec wyraz zdziwienia, ale ten szybko zniknął.  Ja zaś trochę nerwowo zacząłem rozglądać się dookoła siebie.
Czy będziemy zmuszeni do walki? Tak blisko Ichiraku?! Ta wizja trochę mnie przerażała…
Namito w tym czasie wyciągnął z kamizelki swój specjalny kunai, chytrze się uśmiechnął i spojrzał ponownie w stronę czarnowłosego.

Nam – Chyba nie sądzisz, że dziesięciu ludzi będzie w stanie nas pokonać co? Tych dwóch panów załatwiłem dwoma ciosami…
Sai – Nie pow…!

Nie dokończył, gdyż Namikaze pojawił się za nim i przystawił mu broń do krtani. Nie użył Hiraishin no Jutsu. Więc jak…?

Sai – Kiedy ty…!
Nam – Spójrz na ścianę Ichiraku.. – orzekł blondyn, a czarnooki posłusznie to uczynił.
Sai – Niemożliwe! Pieczęć?! Skąd wiedziałeś, że wyjdę akurat z tej strony?
Nam – Bo stąd jest najbliżej do tych dwóch kretynów którzy tam leżą! Znam dość dobrze metody waszego postępowania… a teraz zapamiętaj to co powiem. Uważaj… Od Namito do nadętego Pana Danzō! Jeśli jeszcze raz każesz jakimś jełopom szpiegować mnie czy Naruto, to obiecuje, że odeślę ci ich w kawałkach. Miłego dnia życzę! – zakończył i uderzył czarnowłosego w twarz.

Ten tylko poleciał do przodu i przeturlał się w pobliże swoich towarzyszy. Dałem kilka kroków tył, aby mieć więcej czasu na reakcje. Na szczęście nic takiego nie było konieczne.
Czarnowłosy tylko sztucznie się uśmiechnął.

Sai – Spełnię twoją prośbę. A teraz żegnam! – powiedział i zniknął razem z tymi dwoma w kłębie dymu. To samo uczyniła pozostała dziesiątka.

Namito głośno westchnął, schował broń do wewnętrznej kieszeni kamizelki i ruszył w moją stronę. Jego mina mówiła wszystko – blondyn był zażenowany.

Nar – Czego oni chcieli? – zapytałem gdy Namikaze stanął koło mnie.
Nam – Kto wie… zepsuli mi tylko dzień! Chyba będę musiał złożyć temu staremu prykowi wizytę…
Nar – Danzō? Kim on właściwie jest?
Nam – Jest przywódcą i założycielem Korzenia… wiesz co mam pomysł! – zawołał już znacznie radośniej.
Nar – Co tym razem? – spytałem i uśmiechnąłem się chytrze.
Nam – Opowiem ci wszystko w drodze do gorących źródeł! – oznajmił głośno.
Nar – Gorących źródeł?! Super!! – krzyknąłem, a w mojej głowie zaczął rodzić się pewien plan.
Nam – No to w drogę!

Aby tam dojść potrzebowaliśmy około dwudziestu minut. Było to wystarczająco dużo czasu, aby dowiedzieć się większości ciekawych rzeczy o Korzeniu, oraz na dopracowaniu mojego szatańsko złego pomysłu.
O tak, będzie się działo!



Jak minęły wam święta? Bo mi nawet w miare!
Ilość wyświetleń przekroczyła sześć tysięcy! Oby tak dalej!
Jak zwykle zachęcam do komentowania, nawet nie wiecie jak to jest motywujące!
Oceniajcie, krytykujcie, pytajcie i do następnego! :)